Spowiedź alkoholika: Jak grzyby otworzyły drzwi, których nie mogłem sforsować siłą

grzyby a alkoholizm

[Publikacja anonimowa]

Przez piętnaście lat moja tożsamość mieściła się w szklance. Próbowałem wszystkiego: wszywek, terapii grupowych, obiecanek składanych nad grobem ojca i niedzielnych przysiąg w kościele. Mechanizm był zawsze ten sam, wytrzymywałem miesiąc, może dwa, zaciskając zęby tak mocno, że pękało mi szkliwo. A potem przychodził ten jeden szept: „Zasłużyłeś”.

I znów tonąłem.

Dziś mija 2 rok, odkąd nie czuję głodu. Nie walczę. Po prostu przestałem potrzebować. To nie była zasługa silnej woli, bo tę alkohol dawno mi odebrał. To była zasługa grzybów psylocybinowych.

Pętla, z której nie było wyjścia

Alkoholizm to nie tylko picie. To sztywność myślenia. Mój mózg był jak wydeptana ścieżka w głębokim śniegu, każda myśl o stresie, smutku czy radości nieuchronnie wpadała w ten sam dół: pij.

Nauka nazywa to „siecią trybu domyślnego”. U alkoholika ta sieć jest nadaktywna. Jesteś uwięziony w pętli negatywnych myśli o sobie. Psylocybina, którą przyjąłem, zadziałała jak świeży opad śniegu. Przykryła stare koleiny i pozwoliła mi wyznaczyć nowe drogi.

Spotkanie z samym sobą

To nie była „impreza”. To była najtrudniejsza praca domowa w moim życiu. Pod wpływem psylocybiny nie widziałem różowych słoni. Widziałem za to każdą łzę mojej żony i każdy moment, w którym zawiodłem syna, ale nie czułem wtedy miażdżącego wstydu, który zwykle zapijałem.

Czułem zrozumienie. Zrozumiałem, że piłem, bo bałem się czuć. Psylocybina zdjęła z mojego serca pancerz i pokazała mi, że pod spodem wciąż jest człowiek wart ratunku. To było jak „reset” systemu operacyjnego, który zawiesił się dekadę temu.

Koniec z „głodem”

Najdziwniejsze przyszło dzień po. Czekałem na ten charakterystyczny ucisk w żołądku, na to ssanie, które zawsze pojawiało się po południu. Nic. Badania kliniczne potwierdzają to, co poczułem: psylocybina drastycznie zwiększa plastyczność mózgu. Ona dosłownie „przepina” połączenia neuronowe. Zamiast widzieć w butelce przyjaciela, zacząłem widzieć w niej po prostu truciznę.

Nowa normalność

Czy psylocybina jest „magiczną pigułką”? I tak, i nie. Ona nie wykonała pracy za mnie, ale dała mi narzędzia. Dzięki niej:

  • Zrozumiałem źródło lęku, który zapijałem.
  • Odzyskałem zdolność odczuwania radości z małych rzeczy.
  • Przestałem się biczować, co jest kluczem do utrzymania trzeźwości.

Ważna uwaga: Jest to wyłącznie moja historia, którą chciałem się podzielić. Nie zachęcam nikogo do przyjmowania jakichkolwiek substancji.

Dziś nie jestem „niepijącym alkoholikiem”, który codziennie toczy wojnę ze sobą. Jestem człowiekiem, który odzyskał wolność. Grzyby nie wyleczyły mnie z choroby, one przypomniały mi, jak to jest być zdrowym.

Więcej informacji znajdziesz również w naszym wpisie https://e-mushroom.com/psylocybina-w-terapii-alkoholizmu/


Wyróżnione produkty